2017-07-31

Shine 2 i 3


Dwa Dobre Człowieki zażyczyły sobie podobnych rękawiczek, o których napisałam tutaj. Tak więc siadłam i zrobiłam jeszcze dwie pary:


Od lewej: jedna para z reszty lwio-żółtej włóczki z wpisu wyżej oraz stalowej szarej. W środku para z zielonej (farbowanej na średniej szarej, co dało piękny odcień) i szafowych resztek mlecznej szarej z "Szarej eminencji" (wpis tutaj). Ta trzecia to tak dla porównania moje własne, w zimie intensywnie użytkowane - kolory to lwio-żółty i naturalnie biały.


A tu porównanie lewej strony. Ta zielona to nówka, nieśmigana. Natomiast żółta ma poczochraną i podfilcowaną lewą stronę, co jest koniecznym warunkiem docieplającym. Mimo podwójnej warstwy nitek wiatr przez dzianinę jednak przewiewa. Także jakiekolwiek usuwanie zmechaceń w tym wypadku jest po prostu... niezbyt praktyczne :-)

Oczywiście się rozochociłam i popatrzyłam na inne wzory: klasyczne norweskie Selbu - link tutaj, ptaszki tutaj, geometryczne Jenny Penny tutaj (w ogóle sprawdźcie sobie stronę z wzorami tej pani), albo sowy tutaj, albo krajobraz zimowy tutaj, albo... Plus cała masa innych, można się nieźle pobawić :-)

2017-07-23

Knit faster



...winter is coming!

2017-05-07

Waiting For Rain

Wzór wypatrzyłam bardzo dawno temu, ale wbrew nazwie wymyśliłam, że mój to ma być CZERWONY. No czerwony i już. Ale czerwonych włóczek u mnie w schowkach nie ma, czyli tymczasowo odpuściłam.

Jakieś dwa miesiące temu Chłop przyszedł do domu i ze wzrokiem psa błagającego o salceson poinformował, że on to musi do Kanady, konkretnie to do Ottawy. Na tydzień. W pracy miałam sajgon, w domu też sajgon, więc najpierw zbladłam, a potem wyplułam, że darmo mu to nie ujdzie i bez włóczki z, bynajmniej, Kanady to niech się w domu nie pojawia. Tu to zbladł on, bo skąd, jak i w ogóle jaka, skoro powszechnie wiadomo, że w wyborze włóczek to ja wredna i wybredna.

Do Ottawy pojechał, po czym po dwóch dniach dzwoni do mnie o jakiejś dziwnej godzinie. Bo on ma wolne popołudnie i żebym dała namiary na sklep z włóczkami. No weź bądź mądra i pisz wiersze. Kanadyjskie. Wyguglałam Wabi Sabi, powiedziałam, że żartowałam i żeby dał spokój. A ten nie: wsiadł w samochód i pojechał. W sklepie mu chcieli pomóc, więc pokazał pani zdjęcie mojego Mirta - żeby zawczasu wiedziała, że ja wredna i wybredna. Po czym pani mu zaproponowała... jakąś mieszankę z poliestrem. Chłop przeszkolony, więc udał się na buszowanie po półkach we własnym zakresie. No i znalazł CUDO:


Araucania Nuble, ręcznie farbowana wełna 75% i jedwab 25%. 250 metrów na 50 gram. Farbowanie jest dokładnie takie lubię - z daleka niby jednolity kolor, czerwień. Ale gdy się przyjrzeć dokładniej, to widać idealne, prawie niewidoczne cieniowanie, które powoduje, że kolor ma głębię.

Jak motki zobaczyłam, to natychmiast dokupiłam według poprzedniego planu wzór: Waiting For Rain, Sylvii McFadden. I... odłożyłam, bo nie ma przeproś, trzeba dłubać do końca Spetskragen. Ale gdy kilka tygodni temu jechaliśmy na krótki urlop i było mi potrzebne coś mało skomplikowanego na sześciogodzinną podróż samolotem, to wybór był prosty :-)

W stosunku do oryginału mój wzór jest.... daleko od szosy. W oryginale wstawki są cztery. W mnie sześć, w dodatku żadna z nich nie jest rozmieszczona na płaszyźnie chusty według instrukcji. A poza tym od drugiej koronki zmieniłam liczbę powtórzeń raportu. Czemu taki frilans? Moja włóczka jest o wiele cieńsza, niż ta zalecana i dosyć szybko się domyśliłam, że jak zrobię ściśle według wzoru, to będę miała chusteczkę, a nie chustę. A że włóczki było aż sześć motków, to mogłam sobie poszaleć.


Przed blokowaniem.


W trakcie blokowania. Mat mi zabrakło i rąk też. Ja się czołgałam i przypinałam, Johan się czołgał i przypinał, a Ewa się po nas wspinała. W ruch poszły kuchenne podkładki korkowe i trzeba to też było dociążyć miarkami po praprzodkach. Alex - kolejny raz dzięki, tym razem za wskazówkę blokowania krzywizn na drutach z żyłką!!!


A tu po blokowaniu. Zakończenie dziurawo-pikotkowe. Koszmarnie pracochłonne, włóczkochłonne, czasochłonne i szpilkochłonne. Ale ponieważ lepiej wyglądało, niż oryginalne na prosto, więc poświęciłam dwa wieczory.


A tu całość. Widać kształt "crescent"- no taki... świrlnięty. Chusta wyszła bardzo duża i bardzo niesymetryczna. Dzięki domieszce jedwabiu jest miękka i lejąca, więc mimo dziwnego kształtu i konkretnego rozmiaru da się fajnie omotać.

Niniejszym potwierdzam też, że druty metalowe Hiya Hiya, a w dodatku Sharp, na pokład samolotu wniosłam bez problemu obu kierunkach, na pokładzie dłubałam i nikt mnie o nic nie pytał.

***
....jakieś trzy tygodnie temu Chłop przyszedł do domu i ze wzrokiem psa błagającego o kaszankę poinformował, że on to musi znowu do Ottawy. Na tydzień. Energii miałam tyle, że czołgałam się z pracy do domu i zapadałam w sen zimowy na sofie. Tym razem powiedziałam więc tylko, że no cóż, może jakoś damy radę. O włóczce rozmów nie było.

Z Ottawy przyjechał, dziecko dostało pandę, a ja pięknie szeleszczącą szarą torbę papierową z taką zawartością:


100% wełny, na takie zestawienie kolorów sama bym na pewno nie wpadła. Ale za to teraz nareszcie mogę sobie zrobić takie gacie!